sobota, 21 września 2013

Dokąd zmierza ludzkość? Czyli filozoficzne rozważania z Ianem Douglasem

  Patrzącw niebo, widzimy miliony gwiazd. Wielu, z nas nasuwa się pytanie: Czy na którejś z nich istnieje życie? Ian Douglas rozwiewa te wątpliwości , w serii ,,Star Carrier’’. Pierwszy tom pt. ,,Pierwsze uderzenie’’ to preludium, do tego co wydarzy się w drugim tomie pt. ,,Środek ciężkości’’… Autor jeszcze raz udawania, że w wąskim gatunku, o tajemniczej nazwie military science fiction, nie ma sobie równych.

Star Carrier: Środek ciężkości - Ian Douglas
                    Tak właściwie, to, czym jest owy podgatunek fantastyki naukowej? Większość czytelników, widzi popularne scf, jako bezmyślną walkę kosmitów. Nic bardziej mylnego! Wykorzystanie obecnego stanu wiedzy naukowej oraz dodanie do niego zaawansowanych, futurystycznych przemyśleń, na temat tego, jakim torem potoczy się współczesny świat, to nie lada wyzwanie. Takie pisarstwo wymaga od autora nie tylko wyobraźni, ale i gruntownego wykształcenia .Autor wprost idealnie spełnia te warunki.
                    Ian Duglas, a właściwie William H. Keith, pisarz, o niezwykłym dorobku literackim. Napisał ponad sto książek, z których większość została umieszczona na liście bestsellerów : ,, New York Time'sa''. Niestety, w Polsce zostały wydane zaledwie dwie książki z serii ,, Star Carrier''. Keith żongluje gatunkami literackimi. Pisze technothrillery polityczne (cokolwiek to jest), powieści historyczne, kryminały, a także... military science fiction. Tematy związane z nauką jak również z militariami i wojskowością, nie są obce pisarzowi. Weteran wojny w Wietnamie, były członek Korpusu Medycznego Stanów Zjednoczonych, wykładowca na Uniwersytecie w Pensylwanii i... można tak wymieniać. Autor, dzięki wszechstronnemu wykształceniu, wie, o czym pisze. Potężna dawka rozrywki i równie ogromna doza wiedzy. ,,Star Carrier’’ to niemalże z naukową precyzją stworzona wizja świata w XXV w
                Pierwszy tom, kończy się spektakularnym zwycięstwem Ziemian nad Turuschami. Admirał Koening, zostaje okrzyknięty bohaterem, awansuje, a Konfederacja Teksańska oferuje mu tytuł prezydenta. Każdy byłby zadowolony, z takiego obrotu spraw, ale nie główny bohater. Oddany żołnierz, niemalże wychowany w kosmicznym dronie, nie chce rozstawać się z służbą wojskową. Co więcej pragnie przesunąć tytułowy środek ciężkości daleko poza granice wroga. Jak łatwo się domyślić senatorzy Konfederacji są całkowicie przeciwni takiemu rozwiązaniu. Nastawieni pokojowo politycy chcą rozpocząć pertraktacje pokojowe z Imperium Sh’daar, z którym toczyli zacięte boje, niespełna dwa miesiące wcześniej. Zbuntowany admirał postanawia działać na własną rękę. Jak potoczy się dalsza akcja? Wystarczy sięgnąć po Środek Ciężkości.
Seria jest powiązana ze sobą, aby odnaleźć się w pierwszym tomie, niezbędne jest przeczytanie pierwszej części, czyli Pierwszego Uderzenia. Nie znajdziemy w nim wątków obyczajowych, ani portretów psychologicznych bohaterów. To klasyka gatunku w najczystszej postaci. Opisy broni, walk, a nawet stopni wojskowych, tworzą z niej powieść od początku do końca militarną. Drugi tom porusza już nieco inne wątki. Mamy tutaj rozbite małżeństwa, wpływ pracy na życie prywatne, czy mniej lub bardziej udane próby analizy postaw psychologicznych bohaterów.
Sami bohaterowie są wykreowani w dużo ciekawszy sposób. Są przedstawieni jak ludzie nam bliscy, z własnymi słabościami, emocjami i namiętnościami. W podobny sposób pisarz zaprezentował obcą cywilizację Turuschów. Koncepcja ich umysłu, który składa się z trzech części, a mianowicie umysłu: Ponad-Poniżej- Tutaj, do złudzenia przypomina freudowską teorię Id-Ego- Super ego. Kolejnym plusem tej książki jest fakt, że wątki poboczne dotyczące życia prywatnego bohaterów, zostały tutaj dopowiedziane i rozwinięte. Dynamika w opisie bohaterów, sprawia, że od książki trudno się oderwać.
             W gatunku military science fiction niezbędne są odniesienia do nauki czy techniki. W powieści znajdziemy ich, co nie miara. Oprócz opisów planet, okraszonych informacjami na temat: fauny, flory czy zjawisk fizycznych na niej zachodzących, autor funduje czytelnikowi wędrówkę przez wszystkie epoki historyczne. Autor cytuje Juliusza Cezara, nawiązuje do średniowiecznego badacza Korneliusza z Agrypy czy zachwyca się przemianami zachodzącymi w renesansie. Nazwisko Einsteina czy postaci historyczne takie jak Helmut von Moltke pojawiają się niemal na każdej stronie. Dzięki temu zapaleni fizycy poznają trochę historii, a kochający czytać humaniści dowiedzą się, czym jest Prawo Moya. Co więcej, autor, już od pierwszej części dopisuje alternatywną historię do wydarzeń z XXI wieku. Pisze, czym skutkuje polityka ustępstw wobec Chin czy zbytnie eksploatowanie złóż naturalnych. Między wierszami możemy wyczytać, jak autor odnosi się do innych religii,  jaki ma stosunek do Islamu. Gratka dla miłośników polityki? Dlaczego nie, biorąc pod uwagę, fakt, że autor, (weteran wojny w Wietnamie), zna mechanizmy konfliktów oraz dyskusyjny udziału polityków w działaniach zbrojnych. Poza tym, sama Konfederacja Teksańska przypomina swoją działalnością ONZ i odwieczny dylemat: wypowiedzieć wojnę czy też nie?
                     Książkę czyta się niezmiernie szybko. Duże litery i dość obszerne marginesy ułatwiają lekturę. Wrażliwszych czytelników mogą odstraszyć przekleństwa, nieodłączny element wojskowego życia, a także momentami slangowy, kolokwialny język.
                   ,,Star Carrierr ‘’ nie jest czytadłem, które zachwyci każdego czytelnika. Nie każdy lubi czytać o wojnie, polityce i obcych cywilizacjach. Jeśli nie należysz do tej grupy, zakochasz się w pisarstwie Iana Douglasa. ,,Punkt Ciężkości’’ to intelektualna rozrywka na wysokim poziomie, a po jej  lekturze  każdy czytelnik zada sobie pytanie ‘’Co to znaczy być człowiekiem’’
Za możliwość przeczytania dziękuję:

Hatak

27 komentarzy:

  1. to nie jest niestety tematyka dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, ta pozycja na pewno trafi na moja listę must have, dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie przepadam właśnie za tego typu książkami ;c

    OdpowiedzUsuń
  4. Całkiem fajna sprawa, mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, ciągle tu coś zmieniasz:)

      Usuń
    2. Nie mogę się zdecydować, a chcę żeby wygląd był jak najlepszy, dlatego próbuję o zmieniam :)

      Usuń
  5. W sumie to nie moja bajka, ale tak interesująco napisałaś, że obudziła się w e mnie ciekawość.
    PS. mam trochę problem z Twoim blogiem, korzystam z chroma i jak wchodzę to rozjeżdża mi się post w każdą stronę, nie wiem, czy za szeroko sobie nie ustawiłaś, a być może coś u mnie, ale tylko u Ciebie tak mam :(
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja niestety należę do grona tych osób, które nie będą zachwycone książką... Absolutnie nic mnie do nie nie przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że kiedyś odejdzie ode mnie niechęć do SF,a póki co cieszę się Twoim entuzjazmem z lektury

    OdpowiedzUsuń
  8. Napisał ponad 100 książek? To nie brzmi za dobrze... jakby siadał i pisał na wyścigi, zanim swoje powieści dobre przemyśli ;O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie w Polsce ukazały się dwie i były świetne, ale jak inne ? Nie wiem, bo po angielsku trudno dostać jego książki i umiejętności angielskiego są za małe :)

      Usuń
  9. Zdycowanie nie moja bajka. Ostatnio stwierdziłam, że nawet fantasy w minimalnej formie mnie nudzą. Najwyraźniej się starzeję, bo wolę realizm. ;P
    Ciekawi mnie jak można napisać taką dużą ilość książek. Podobnie ostatnio czytałam o Nora Roberts(ponad 120). Czy to nie trąci zwykłą banalną i powtarzalną pisaniną? Zrówno książek powyższego pana, jak i pani Roberts nie czytałam, ale widzę, że ludzie się zachwycają.

    OdpowiedzUsuń
  10. Military science fiction, nie słyszałam jeszcze nawet o takim rodzaju, choć to chyba nie dla mnie, nie lubię czytać o wojnie, uwielbiam fantastykę, ale raczej tego typu książek nie pokocham. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio czytam coraz więcej tego typu księzek, więc na pewno się skuszę :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam się na tym gatunku literackim, więc muszę odpuścić sobie lekturę tej książki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam science fiction, naczytałam się w dzieciństwie książek z tego gatunku i tak mi pozostało. Muszę przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
  14. dziękuję za komentarz na mojej stronie. nawet nie wiesz jak miło mi się czyta takie wpisy :) też miałam w podstawówce etap Ani z Zielonego Wzgórza, ale nigdy poza główną serię nie wyszłam. po latach miło jest jednak odświeżyć sobie pamięć z Lucy, bo jej książki w każdym wieku smakują tak samo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. "o wojnie, polityce i obcych cywilizacjach" - strasznie kojarzy mi się z Diuna, ale tematy typowo militarne to już coś innego, uwielbiam naukowe sifi i je doceniam...nie przepadam tylko za nadmiernym przeklinaniem w literaturze, ale jeśli nie jet to notoryczne, ale tylko aby podkreślić daną postać czy sytuację to ok
    pozdrawiam ciepło
    Marta Kor - MK Czytuje

    OdpowiedzUsuń
  16. Już widzę błysk w oku mojego taty na widok tej serii!!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę tatusia :) Mój uznaje fanatstykę i sf za ''bzdury''.

      Usuń
    2. A mój tylko fantastykę czyta :) nawet sam sobie szuka nowych tytułów, potem ja mu muszę pilnować kolejnych tomów w serii :)

      Usuń
  17. Powiem tak: książek, które w większej części są złożone z opisów, nie lubię. Taki zabieg pokochałam jedynie u Larssona w "Millenium", i tylko u niego. Jeszcze, o zgrozo, o broni i wojnie. Jednakże samą swoją recenzją niezmiernie mnie zaciekawiłaś. Szczerze przyznam, że się waham i nie wiem co zrobić z tym fantem... Naprawdę nie wiem.

    A tak nawiasem: książki na nagłówku należą do Ciebie? :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Przyznam, że gatunek military science fiction trochę mnie odstrasza, ale z drugiej strony trzeba próbować nowych rzeczy, poszerzać horyzonty... Więc jeżeli będzie okazja, to przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny i pozwoli mi pisać jeszcze lepsze teksty.