Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 sierpnia 2013

Dzieciństwo w mroźnej Szwecji.

Dawno nie czytałam dobrego, wciągającego skandynawskiego kryminału. Od czasu Larssona czy Marklund czy Nesbo w tym gatunku panował swoisty przestój. Niby non-stop wydawano jakieś książki, ale to nie było to samo. Dopóki, gdy z biblioteki n wypożyczyłam Domek z piernika stwierdziłam, że skandynawska literatura trzyma poziom, który narzucił autor trylogii Milenium.

Domek z piernika - Carin Gerhardsen
Domek z piernika to debiutancka powieść pani Carin Gerhardsen. Wielu czytelnikom, to nazwisko nic nie mówi. Autorka dwóch książek Najmroczniejsza ciemność i Kołysanka Śmierci. Nie były mi one wcześniej znane i szczerze mówiąc nie miałam ochoty żeby ich czytać. Sięgając po Domek... miałam ochotę na lekką i (niekoniecznie) przyjemną lekturę. Dodam, że sam życiorys autorki trochę mnie zniechęcił... nauczycielka matematyki... brrr... Spodziewałam się jakiś matematycznych łamigłówek, które pomogą znaleźć mordercę. Naszczęście, zamiast matematycznego bełkotu, dostałam dobry thriller psychologiczny z Freudem w tle.

Skąd w człowieku bierze się zło ? To pytanie, które od wieków trapi uczonych. Gerhardsen próbuje odpowiedzieć na to pytanie, kreując postać bardzo tuzinkową. Życiowy nieudacznik Thomas Harris, zupełnie niczym nie wyróżnia się w tle. Z zawodu jest zwykłym gońcem, żyje samotnie, obserwuje ludzi, ma 44 lata, nie ma żony, rodziny, pozycji społecznej, ma za to bagaż wspomnień. Życie przeszłością to teraźniejszość Harrisa. Wspomnienia z dzieciństwa, których nie pamięta statystyczny człowiek, nie pozwalają mu normalnie żyć. Piętno prześladowanego dziecka ciągnie się za nim niemal od czterdziestu lat, a co gorsza jego oprawca, żyje w tym samym mieście co on. Żeby było ciekawiej ma rodzinę, dzieci, dobrą pracę piękną żonę i wakacje w ciepłych krajach. Później, jak to w skandynawskich kryminałach bywa, dochodzi do morderstwa. I to nie jednego. I to nie takiego zwykłego, ale pełnego okrucieństwa, skomplikowanych, intryg, śledztw... czyli wszystkiego co w tym gatunku najlepsze. Co ciekawe, sprawą zajmuje się, tym razem nietuzinkowa postać. Policjant śledczy to człowiek opętany pracą, karierowicz który przez 24 godziny zajmuje się śledztwem. Na szczęście Pani matematyk łamie ten stereotyp i na kartach powieści kreuje ciepłego człowieka. Z pięciorgiem dzieci, żoną piekącą ciasto, uroczym domkiem, który zajmuje się śledztwem, które zupełnie do niego nie pasuje.... Więcej Wam nie napiszę, sami przeczytajcie :)

Książka, jak książka, wybitna nie jest posiada kilka mankamentów (oj, poleje się krew, jak na kryminał przystało). Po pierwsze jest cholernie przewidywalna. Jeśli przeczytałeś kilak książek w tym typie, już na sześćdziesiątej stronie domyślasz się kto jest mordercą, na 160 jesteś pewnym, na 200 możesz się założyć o 200 zł, a potem masz satysfakcję w stylu Haha znowu miałem rację. Wada numer dwa. Książka jest na swój sposób psychologiczna, ale autorka chce z tego uczynić główny atut. Psychologia w tej powieści jest raczej próbą realizacji XIX-wiecznych koncepcji Freuda. Czy autorce się udało ? Sami musicie ocenić. Wada numer 3. kocham książki które są napisane pięknym językiem. Nawet książka, która pozornie nas nie interesuje, może zachęcić barwnym językiem, żywymi dialogami i plastycznymi opisami. Tutaj mi ich brakowało.

Warto wspomnieć, że książka jest pierwszą książką z cyklu o nietuzinkowym detektywem z gromadką dzieci. Autorka już napisała kolejne części, czekające na tłumaczenia. Z ciekawości sięgnę. Sama powieść nie wbija w fotel, ale gdy ją kończysz myślisz, myślisz... i myślisz. Jak wyglądało Twoje dzieciństwo?
Autor: Carin Gerhardsen
Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Tytuł: Domek z piernika
Tytuł oryginalny: Pepparkakshuset
Seria/cykl wydawniczy:  Conny Sjöberg tom 1
Data wydania: 8 maja 2012
Wydawnictwo: Rebis
Ocena:  3/6
Za możliwość przeczytania dziękuję:


wtorek, 13 sierpnia 2013

Lekko łatwo i przyjemnie.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/1/1d/Marley_%26_Me_book_cover.jpgHej:) Dziennik Mistrza i Małgorzaty jest w trakcie czytania. W międzyczasie przeczytałam, a raczej skonsumowałam inną książkę... A mianowicie Marley & me. Do czego to doszło żebym książkę po angielsku przeczytała szybciej niż książkę napisaną po polsku ?!
Przemilczę to, że książka jest miła, łatwa i przyjemna. Jak ktoś zna angielski na poziomie B1-B2 (czyli potrafi wyjaśnić Anglikowi, jak dojść do sklepu z pamiątkami) to spokojnie połapie się o co chodzi Grogan'owi. O czym jest sama powieść? Lekka, obyczajowa, czysta sielanka, w klimacie amerykańskiego serialu. John Grogan jest amerykańskim dziennikarzem, który chciał, bardzo chciał napisać książkę. Opisał swojego psa, żonę i gromadkę dzieci. Ot, przepis na powieść. Tytułowy pies, labrador Marley, jest psem. Autor już na okładce pisze, że jest to pies wyjątkowy... W życiu miałam do czynienia z setką psów. Były różne. Niektóre lubiły obśliniać właściciela, bo cieszyły się na jego widok, ponad to rozgryzały kapcie, nie chciały chodzić na smyczy, no i oczywiście... były bardzo oddane właścicielowi. Taki właśnie jest czworonożny bohater- Marley. Jeśli ktoś miał do czynienia z rasą Labrador, wie że pies w typie tej rasy, jeśli nie zjada wszystkiego co spotka na drodze i nie taranuje wszystkiego, czego nie zje po drodze, znaczy że jest chory.
Labrador w postaci czystej- tak wygląda jakby ktoś nie wiedział

 Tak toczy się powieść przez 340 stron. Oprócz perypetii związanych z życiem z biszkoptowym, kudłatym przyjacielem, autor opisuje swoje życie. Wygląda ono mniej więcej tak. ''Staramy się o dziecko, jak już nam wyjdzie to płodzimy jeszcze dwójkę i żyjemy sobie''. Ciekawszym epizodem jest to, że po drugiej ciąży żona Grogana, po urodzeniu drugiego dziecka chce pozbyć się psa. Oczywiście jak na sielankę przystało, nie dochodzi do czegoś takiego, jak wywalenie psa na bruk (ewentualnie przywiązania do drzewa). Potem Marley dostaje rolę w filmie, bodajże jakąś drugoplanowej roli (czas poprawić angielski, bo czytałam ze słownika, ale mogłam coś pomieszać). Kiedy nie spędza czasu na planie filmowym, chodzi do psiej szkoły (ach, to takie bardzo amerykańskie). Jego właścicielka rodzi kolejne dzieci, a właściciel pisze kolejne artykuły, między innymi o swoim psie. To tyle.
Jak to się stało, że ta powieść stała się bestsellerem. Pytam się jak? Książka wpada i wypada, utrzymana jest w klasycznym kanonie. Sielanka- trochę grozy( próba pozbycia się Marleya)-sielanka- śmieszny epizod-wzruszające zakończenie. Jeśli chodzi o literaturę z psem na okładce, jestem specjalistą od takiej literatury. Zaczynałam od Ciociu kup mi książkę z psem. Potem gdy sama chodziłam na zakupy kontynuowałam Ciociu daj mi na książkę z psem. Teraz sama zarabiam na książki z psem :) Dlatego mogę Wam polecić takie perełki jak Misja Szczeniak (w planach recenzenckich, dlatego nie zdradzam nawet autorów) czy Życie z Merlem (Ted'a Kreasote). A Grogan, napiszę tyle. Nie macie co czytać czytajcie, chcecie poprawić swój angielski- czytajcie. Wpis bloggerki Booklover (Link do wpisu) zmotywował mnie do przeczytania w oryginale tej powieści. 

czwartek, 25 lipca 2013

Wakacyjny odpoczynek.

Gildia magów - Trudi CanavanTak jak chwaliłam Wam się ostatnio, ambitnie czytam Prousta, dlatego zabrałam się za coś lekkiego, rzekłabym bardzo lekkiego, choć recenzowana pozycja ma ponad 500 stron. Oczywiście przeczytałam ją szybciej niż Prousta, choć ten jest nieco krótszy, o jakieś 50 stron. 
A książka o której chcę napisać słów kilka to Gildia Magów, autorstwa Trudi Canavan. Ostatnio, czyli jakieś miesiąc temu na moim blogu nawiązałam bardzo ciekawą dyskusję z Moreni, o pisarce z krainy kangurów ( dla niewtajemniczonych Canavan pochodzi z Australii) A tak w ogóle o tej pani pisałam w czerwcowej notce pt. Feministyczna Fantastyka z krainy kangurów Może to trochę przesadzony tytuł, ale doczekałam się w końcu fantastyki, gdzie główną bohaterką jest kobieta, a raczej dziewczyna, przed którą otwiera się wielki świat. Świat nieznany, przepełniony magią, alchemią, ale i intrygami czy spiskami...
Zbyt cukierkowe wprowadzenie, może trochę, ale już przechodzę do konkretów. Akcja powieści zaczyna się wraz z corocznym oczyszczaniem miasta. Polega ono na tym, że magowie z Gildii muszą pozbyć się włóczęgów i degeneratów. To bardzo niehumanitarne, no ale cóż fantastyka rządzi się swoimi prawami. Na takie zachowanie nie zgadza się główna bohaterka- Sonea, dlatego ciska kamieniem w jednego z czyścicieli. W ten sposób okazuje się, że posiada magiczne zdolności, które musi spożytkować. Dlatego Ci źli magowie, nagle okazują kawał dobroci dla dziewczyny ze slumsów i zabierają ją do szkoły magii ( do Hogwartu to im daleko) gdzie uczy się hamować swoją moc. Gdy już nabywa tą umiejętność, staje przed trudną decyzją: zostać czy nie zostać w szkole magii. Do tego trochę intryg z miłością w tle oraz próba przedstawienia patologicznego środowiska, na tle fantastycznego świata.
Książka budzi kontrowersje. Jednym się podoba, drudzy trzymają się od niej z daleka. Jak dla mnie nie jest to literatura najwyższych lotów, ale wcale tego nie oczekiwałam. Czasem warto poczytać coś co jest tak głębokie, jak moje wynurzenia intelektualne po dwóch piwach. Kolejną zaletą powieści jest to że czyta się ją praktycznie jednym tchem i to w zawrotnym tempie. Godzina w zupełności wystarczy na przeczytanie co najmniej 100 stron, dlatego jeśli szukacie książki na wakacje to tym bardziej warto :) A jakie są Wasze bardzo wakacyjne lektury, które preferujecie podczas wakacji lub urlopu ?
Za możliwość przeczytania dziękuję:

Autor: Trudi Canavan 
Tytuł: Gildia Magów
Wydawnictwo: Galeria Książki 
Liczba stron: 520
Ocena: 3/6


niedziela, 7 lipca 2013

"W ciemności...'' czyli o tym jak często nie doceniamy światła.


Daniel Paisner Skąd wziął się ten tytuł? Jak czytałam na okładce, tytułowy sweterek znajduje się w zbiorach Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie (tak w ogóle w USA był holocaust? Mniejsza, Amerykanie znają się na wszystkim), należał do autorki książki, wówczas ośmioletniej Krysi. Urodziła się we Lwowie (najbardziej polskim z niepolskich miast), gdzie Żydzi stanowili jedną czwartą mieszkańców. W sierpniu 1939 r. urodził się bart bohaterki- Paweł, a miesiąc później naziści wkroczyli do naszej ojczyzny. Chiger w rozbrajająco prostych słowach opisuje tułaczkę bogatej żydowskiej rodziny, której przyszło mieszkać w małym pokoju w getcie. Po jego likwidacji, Chigerowie aby przeżyć musieli zejść na samo dno, nie szukajcie skomplikowanych metafor. Chodzi po prostu o kanały. I to dwa długie lata. Wtedy zaczyna się najciekawszy motyw książki. Rodzinie pomaga przeżyć przestępca Leopold Socha, dowód na to że z bandziora można stać się bohaterem, albo przynajmniej dobrym człowiekiem (takie opowieści umacniają mnie w wierze, o micie resocjalizacji).

Dziewczynka w zielonym sweterku - Krystyna Chiger   Wbrew pozorom nie napiszę o spektakularnym filmie Agnieszki Holland, a tak w ogóle to jeszcze go nie oglądałam. Zrobiłam sobie książkowy wstęp do filmu. W związku z tym przeczytałam książkę autorstwa, wyjątkowej kobiety, Krystyny Chiger. Nie jest ona ani pisarką, ani poetką, ani tym bardziej Noblistką. Pracy nie miała zbyt przyjemnej, bo całe życie pracowała jako dentystka. Wcześniej,lata jej dzieciństwa upłynęły pod znakiem II WŚ i walki o przetrwanie. Jak ona wyglądała? Dowiemy się tego z książki Dziewczynka w Zielonym Sweterku.
   Średnio przepada, za książkami traktującymi o holocauście. Czasem mam wrażenie, że w tym temacie napisano wszystko. Dlatego z ledwością przebrnęłam choćby przez opowiadania Borowskiego. Za to od deski, do deski przeczytałam Archipelag GUŁ-ag czy Inny Świat. O zbrodniach sowieckich pisze się żałośnie mało w porównaniu ze zbrodniami nazistowskimi (pamiątka po czasach komuny?) a przecież były to równie okrutne i zbrodnicze systemy. Cat- Mackiewicz powiedział kiedyś, że Niemcy robili z nas bohaterów, a sowieci gówno.
  Książka z serii półka na wakacje. No cóż pojęcie lekka lektura na wakacje każdy rozumie inaczej, dlatego dziękuję wam za wyrozumiałość.
ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA DZIĘKUJĘ 
Autor:Krystyna Chiger, Daniel Paisner (zdjęcie na początku postu)
Tytuł:Dziewczynka w zielonym sweterku
Wydawnictwo:PWN, 2011
Ocena: 3/6

niedziela, 30 czerwca 2013

Na Kubie, w poszukiwaniu miłości.

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/181000/181979/153396-352x500.jpg   Ostatnio doszłam do jakże mądrego stwierdzenia... Czas zacząć czytać książki laureatów Literackiej Nagrody  Nobla. Zrobiłam sobie taką listę i poszłam do wiejskiej biblioteki. Znalazłam Gabriela Gracia Marqueza. Od razu się wzięłam ze sobą Miłość w czasach zarazy. 
    Marquez, kolumbijski pisarz nagrodzony przez Szwedzką Akademię w 1982r, duma narodowa Hiszpanów, przez których jest porównywany do Cervantesa. Pisze niemal od sześćdziesięciu sześciu lat. Zadebiutował już w 1947, mając dwadzieścia lat, opowiadaniem pt Trzecia Rezygnacja. Mówi się, że to właśnie Miłość w czasach zarazy albo Sto lat samotności, są jego najlepszymi dziełami. Niektóre z jego pokaźnego zbioru twórczego, zostały zekranizowane. Sama miałam wybrać się do kina na ekranizację powieści Rzecz o moich smutnych dziwkach. Jednakże, stwierdziłam że nie złamię żelaznej zasady. Najpierw książka później film. Cieniem na biografii autora kładzie się jego znajomość z kubańskim dyktatorem  Fidelem Castro (pewnie znacie? Jeśli nie odsyłam do niewyczerpanego źródła wiedzy, zwanego Wikipedią). W latach sześćdziesiątych sympatyzowała z rewolucjonistami, zarzucano mu sprzyjanie komunizmowi. Dzisiaj, niedoszły rewolucjonista i zwolennik komunizmu, jest cierpiącym na demencję staruszkiem. Dlatego obawiam się, że  Rzecz o moich smutnych dziwkach jest jego ostatnią publikacją. 
   Tyle z ciekawostek biograficznych. Bardziej zajmująca jest jego twórczość. Charakterystycznym stylem dla  Marqueza jest używanie realizmu magicznego. Na czym on polega ? Omówię go na przykładzie mojej ostatniej lektury. Miłość w czasach zarazy to historia, opowiadająca o najmniej trwałym z wiecznych uczuć. Mowa oczywiście o tytułowej miłości. Poeta, lekarz i piękna kobieta, połączeni jednym uczuciem   Nieważony bękart, na dodatek  pochodzący z nizin społecznych- Florentino Ariza, zakochuje się w nie bardziej udanej, ale pochodzącej z wysokich sfer Ferminie Dazie. Apodyktyczny ojciec i zapobiegliwa ciotka powodują, że Ariz ma utrudniony kontakt z Dazą. Sama bohaterka, jak przystało na czasy  których żyła (początek XX wieku ) była ślepo podporządkowana ojcu. Dlatego wyszła za mąż za Juvenala Urbino. Lekarza, pochodzącego z dobrego rodu, który stanowił zupełne przeciwieństwo, poety romantyka, jakim po mimo pochodzenia i niesprzyjających kolei losu był Florentina Arizy.
Miłość w czasach zarazy - Gabriel García Márquez    Książka rozpoczyna się od śmierci słynnego doktora. Tutaj już mamy do czynienia  realizmem magicznym, ponieważ następne rozdziały, stanowią historię o losach całej trójki, ciągnącą się od urodzenia aż po późną starość. Drugą cechą tego stylu jest to że pisarz przyjmuje punkty widzenia różnych bohaterów. Raz widzimy świat oczami romantyka (Ariz), realisty (Urbino) czy nieco zagubionej Ferminy. W książce dialogów jest jak na lekarstwo. Obszerne opisy mają stanowić analizę zachowań bohaterów. Bardziej liczą się uczucia postaci, ich przemyślenia, a nie to co rzeczywiście dzieje się w książce. Opisy zmysłowych doznań, połączone z emocjonalnością, tworzą z powieści niemalże erotyk (ciekawe, bo na stosiku w bibliotece, znajdowała się obok Zwiadowców, których też ze sobą zabrałam). Oprócz tego rozbudowany opis życia mieszkańców, pokazujący folklor środkowoamerykańskiej społeczności. Pod koniec Marquez zatacza koło. Kpiąc sobie z czasu, zaczyna od teraźniejszości, wraca do przeszłości, a kończy na opisie teraźniejszych wydarzeń, wybiegając nawet trochę w przyszłość.
Gabriel García Márquez     Ciężko się w tym połapać, ale ja miałam troszkę szczęścia. W przygotowaniach do mojego egzaminu dojrzałości czytałam dzieła Schulza, który pisze prozą poetycką. Przy niej realizm magiczny wydaje się niemal niezobowiązującą obyczajówką. Ciężko mi ocenić tą książkę ? Nie można zaprzeczyć że jest kunsztownie napisana. Spełnia założenia stylu, który opisałam. Doceniona przez krytyków. Czy sama potrafię ją docenić? Brnąć przez pięćset stron czekałam na jakiekolwiek dialogi, a książka wydawała mi się momentami przegadana. Podobała mi się retrospekcja no i oczywiście myśl przewodnia książki... Miłość, nieodwzajemniona, która nie gaśnie przez ponad pół wieku. Czy w dzisiejszych czasach jest to możliwe ? Zakochać się nieszczęśliwie, a później się nie odkochać i trwać w takim beznadziejnym stanie przez całe życie ? Lepiej żyć złudzeniami i spędzić życie z kimś kogo nie kochamy? A może wygodniej przywdziać maskę męczennika i żyć samotnie, mając za towarzystwo niespełnioną miłość, i nadzieje, że nasz los się odmieni.
    Haha, zabawa w filozofa w wykonaniu Kulturalnej. Zapewne przeczytam tą notkę dzisiaj wieczorem na spokojnie i załamię ręce, stwierdzając Co ja wrzuciłam do internetu. Tymczasem wracam do lektury Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Tam dialogów jest aż nadmiar.
Autor: Gabriel Gracia Marquez
Tytuł: Miłość w czasach zarazy
Wydawnictwo: Muza SA, Warszawa 2002
Liczba stron: 501
Ocena: 3/6

piątek, 28 czerwca 2013

Zafon- spotkanie pierwsze.

    Witam moich najdroższych czytelników. Jakoś żyję po egzaminach tzw. dojrzałości. Nazwa przedmiotu a obok niej dwucyfrowa liczba + znak '%', nie świadczy o mojej dojrzałości. No cóż klasyk mawiał Forma, forma, wszystko to forma. Nie płaczę, nie czuję się bardziej dojrzała. Zapłaczę za 12 dni, gdy dowiem się że się nie dostałam tam gdzie chciałam. Dobra- koniec. Oddaję głos Carosowi R. Zafonowi.
Carlos Ruiz Zafón    Zamerykanizowany Hiszpan, z wykształcenia dziennikarz. Światową sławę przyniósł mu cykl Cmentarz zapomnianych książek, na który składają się Cień Wiatru, Gra Anioła, Więzień Nieba. Czwarta powieść z tej serii, jest w trakcie tworzenia. Tak poza tym, pożyczyłam od mojej znajomej Grę Anioła.Zacząć czytać Cmentarz... od środka, czy zacząć od Cienia Wiatru? Na szczęście Trylogię Mgły zaczęłam jak Pan Bóg przykazał, czyli od Księcia Mgły. Po nim zabieram się za Pałac Północy, a potem za Światła Września (przynajmniej takie mam plany).Te trzy książki stanowiły początek spektakularnej kariery Zafon'a. Specjalnie użyłam tego słowa bo znam masę osób, które czytają tylko rozkład jazdy, a słyszeli nazwisko Zafon. Za to nie słyszeli o Dostojewskim, Tołstoju i Dickensie czyli trójcy ulubionych twórców pana Carlosa. Tołstoj i Dostojewski, świetny gust, bo sama lubię rosyjską literaturę. Dodałabym jeszcze Bułhakowa i Płatnowa, ale o nich innym razem.
Książę Mgły - Carlos Ruiz Zafón    A teraz oddaję głos Kainowi, czyli tytułowemu bohaterowi, który utrudnia życie kolejnym pokoleniom. Tym razem przenosimy się do czasów drugiej wojny światowej, dokładnie do roku 1943. Wojna chyli się ku końcowi, a naziści zamarzają na Łuku Kurskim. W tym samy czasie, na wybrzeżach Atlantyku, w małej wiosce rybackiej czas jakby się zatrzymał. W ucieczce od wojennej pożogi rodzina Carverów przenosi się właśnie tam. Max, Alicja, Irina oraz ich rodzice, zamieszkują w przeuroczym domku, należącym do  nieżyjącego doktora Fleishmena. Był to człowiek niezmiernie skrzywdzony przez los, gdyż jego syn, dziewięcioletni Jacob utonął w morzu. Jak w każdym domu z ponurą historią, po latach dzieją się w nim dziwne rzeczy. Jak w każdej fantastyczno- przygodowej powieści, dziwne rzeczy stają się mniej dziwne wraz z biegiem akcji. Na jakiejś trzydziestej stronie poznajemy Rolanda, który przez następne sto sześćdziesiąt stron, pozwala nam odnaleźć się w biegu wydarzeń. Ciekawszą postacią wydaje się dziadek Rolanda, Victor Kraya. To on w prostych słowach przedstawia im okładkowego bohatera, czyli Księcia Mgły. Jak w to w tego rodzaju książkach bywa owe opowieści staruszka okazują się rzeczywistością. W ten oto sposób Max i Alicja zaczynają swoją przygodę z magią. Sam Roland, oprócz umiejętności nurkowania oraz dobierania się do siostry Max'a, skrywa inną tajemnicą. Jaką ? Wystarczy przeczytać.
The Prince of Mist - Carlos Ruiz Zafón
    Czasem mam wrażenie, że jestem za stara na takie książki. Przecież to literatura młodzieżowa a ja czuję że owe młodzieżowe lata mam już za sobą. Język prosty, przyjazny, fabuła też nie jest jakoś specjalnie skomplikowana. Wprost idealna dla ogarniętego czternastolatka. Dobry sposób aby zarobić parę groszy. Znajoma powiedziała mi że Zafon napisał tę książkę, aby zgarnąć nagrodę w jakimś konkursie za młodzieżową powieść. Z mojej strony, napiszę tyle. Nie polecam, nie odradzam. 
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Tytuł: Książę Mgły
Wydawnictwo: Muza, 2010
Liczba stron: 197
Ocena: 3/6